Zmienili stuletnią oborę w perełkę designu lat 60 i 70

Tchnęli życie w wiejską oborę na Mazurach,  sprawili, że goście czują się tu wyjątkowo, otoczeni nie tylko malowniczym krajobrazem, ale świetnym designem. Wiele osób nazywa to miejsce nowoczesną stodołą, ale kiedyś była to zwykła obora. Gospodarze, na co dzień mieszkańcy stolicy śmieją się, że stodoła brzmi  po prostu dla niektórych dumniej…

A o wszystkim, jak w życiu, zdecydował przypadek, bo to obora ich wybrała.

Muubi: Życie samo napisało scenariusz, czy trochę pomogliście?  

Agata: Mieliśmy zamiar kupić mieszkanie w Sopocie, ale pewnego dnia natrafiliśmy na tę oborę i poczuliśmy, że to jest właśnie to. Folwark w tym wymiarze, w którym jest teraz  nie powstałby, gdyby nie to, że budynek wymagał remontu.  Musieliśmy podjąć decyzję co dalej. Pierwszy temat, z którym musieliśmy się zmierzyć  to wymiana zadaszenia. A jeśli dach, to należało zastanowić się nad rozkładem pokoi, spotkaliśmy architekta, który pomógł nam rozplanować układ budynku. Resztą zajęliśmy się sami. A właściwie reszta zrobiła się sama.

Muubi: To ciekawe, że taka metamorfoza dzieje się sama …

Agata: Tak mówię to z ręką na sercu! Właściwie remont przebiegł bezboleśnie.   Być może dlatego, że nie mieszkaliśmy tam na co dzień, nie wiedzieliśmy jak posuwają się prace remontowe, ten folwark z obory  zmienił się sam. My  przyjeżdżaliśmy z Warszawy na weekendy i  w między czasie zastanawialiśmy się co robić.

.

Muubi: Trudno mi wyobrazić sobie remont na odległość. Co było największym wyzwaniem?

Agata: Największym wyzwaniem chyba było ogrzewanie.  To typowa wiejska obora, wcześniej mieszkały tu  zwierzęta, budynek  nie ma izolacji. Kamienna ściana wewnątrz jest zostawiona tak jak była, więc do tej pory nie ma z żadnej strony ocieplenia, zatem ogrzewanie było  trudnym tematem, bo przecież musi być ciepło w takim miejscu.

Muubi: Pokoje gościnne inspirowane są polskim designem z lat 60. i 70. Dlaczego akurat poszliście w tym kierunku?

Agata: Wiedzieliśmy, że mimo wiejskiego klimatu samego miejsca, usytuowania obory,  nie chcieliśmy wnętrza wypełniać  podkowami, starymi ciężkimi meblami, nie chcieliśmy też stylu prowansalskiego, wolimy bardziej industrialne, nowoczesne klimaty. Podoba nam się bardzo design lat 60, poszukaliśmy na aukcjach okazów z tego okresu i zaczęliśmy zawozić na Mazury. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy jak finalnie to zagra. Po prostu wyremontowaliśmy to wnętrze, wstawiliśmy te meble i zagrało.

Goście Folwarku mogą obcować z prawdziwymi perełkami designu  okresu PRL.  Meble, którymi wypełniony jest folwark także zyskały nowe życie. Szafy i komody pokryte są geometrycznymi wzorami. Fotele i krzesła obiciami w energetycznych kolorach. We wszystkich pokojach  królują ikony polskiego design’u z lat 60. Fotel 366 to kultowy już model zaprojektowany przez Zygmunta Chierowskiego. We wnętrzach świetnie prezentują się także krzesła Skoczki z charakterystyczną drewniana ramą, kwadraciaki, czy szafy Tatry.

Takim okazem kojarzącym się mocno z PRL-em jest także witryna czarna w jadalni, która wcześniej była częścią pracowni lekarskiej. To prawdziwe cacko, choć odrestaurowane, ma do tej pory specyficzny zapach leków. W witrynie trzymamy nalewkę, oczywiście zdrowotną.

Muubi: Uwielbiam stoły, bo zawsze przy nich toczy się życie. Wasz też jest takim centralnym miejscem w folwarku?  

Agata: Tak, goście znakomicie czują się przy tym stole. Jego historia też jest ciekawa i związana z tym miejscem.  Gdy demontowaliśmy dach, szkoda było pozbywać się drewna z rozbiórki. Starą więźbę dachową przekazaliśmy lokalnemu stolarzowi, który pociął ją na mniejsze belki. Drewno było spróchniałe i zniszczone przez korniki. Zbudowaliśmy duży stół, przy którym może siedzieć nawet dwadzieścia osób.

Muubi: W Folwarku Bielskie życie toczy się w myśl filozofii slow life… co łączy Waszych gości?

Agata: Często przyjeżdżają do nas  młode rodziny z małymi dziećmi i są to często osoby ze środowiska zajmującego się PR, reklamą, ale też gościmy przedstawicieli wolnych zawodów.  Wydaje nam się , że naszych gości łączy upodobanie do spędzania wolnego czasu w ładnym otoczeniu.  Dwie minutki od nas schodząc w dół  jest jezioro czyste z piaszczystą plażą, łagodnym zejściem do wody. W jeziorze są raki, co świadczy o czystości wody, widoczność jest duża, bardzo przyjemnie się pływa. 

Muubi: Jesteście Warszawiakami, a Waszym miejscem na ziemi jest wiejska  obora. Czy Wasze życie się bardzo zmieniło od kiedy  kupiliście 100 letnie gospodarstwo?

Agata: I tak i nie, nadal jesteśmy związani z Warszawą, ale od maja całe wakacje spędzamy w Folwarku. Staramy się tu być jak najczęściej. Mamy jedną destynację. Gdyby nie było folwarku, może jeździlibyśmy w inne rejony Polski…ale nigdy tej decyzji nie żałowaliśmy, bo to nasz kawałek nieba.  

                                                                                                                                                                                                                  Rozmawiała: Anna Zeman

    Zostaw komentarz: